Husaria Zamoyskiego pod Wiedniem

Husaria_pod_Wiedniem 

Na zdjęciu husaria pod Wiedniem. W czasie drogi polskiej armii na pole bitwy działy się rzeczy niezwykłe. Jednego dnia nad wojskami pojawił się wielki biały orzeł i krążył nad głowami Polaków jakby ich strzegł i wskazywał drogę`. Innego dnia na niebie pokazała się piękna tęcza końcami jednak odwrócona ku słońcu. Zjawisko wyglądało tak, że rycerze wiedzieli, iż niebiosa uśmiechają się do nich. Widzieli też meteor lecący w kierunku, do którego zmierzali. Wszystkie te dziwy upewniały ich, że Bóg nad nimi czuwa i zwyciężą, mimo iż wojska tureckie były dużo liczniejsze.
Po drodze do Polaków przyłączyli się rycerze z Niemiec i Austrii, więc kiedy dotarli pod Wiedeń obrońców było nieco więcej. Przewaga jednak wciąż była po stronie Turków. Bitwa była zaciekła. Wojska Sobieskiego z pewnością by przegrały, ale polski król miał niespodziankę dla wrogów. Była nią doborowa jazda znana jako husaria. Husarze mieli z tyłu zbroi przyczepione ogromne skrzydła, przez co w czasie szarży wydawali odgłos jakby na przeciwnika biegło stado wściekłych bestii. Jedną z Chorągwi husarskiej koronnej dowodził wojewoda lubelski, IV Ordynat na Zamościu Marcin Zamoyski.
W decydującym momencie bitwy husaria uderzyła z pobliskiego wzgórza na Turków. Hałas był tak ogromny, że najeźdźcy zaczęli uciekać. Bitwa została wygrana. Wiedeń i cała Europa była bezpieczna dzięki odwadze wojsk polskich.
17 w r z e ś n i a doszło do spotkania króla Jana Sobieskiego z cesarzem Leopoldem I , które trwało dosyć krótko, gdyż cesarz zachowywał się wyniośle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *