
Józef Franczak ps. „Laluś”


408 lat temu 9 X 1610 r., zwyciężywszy wcześniej Rosjan i Szwedów pod Kłuszynem polskie wojska dowodzone przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego zajęły Kreml. Warto wiedzieć, że Stanisław Żółkiewski był jednym z najdzielniejszych żołnierzy Jana Zamoyskiego. Zólkiewski, jako powinowaty kanclerza Zamoyskiego bywał w Zamościu, obserwując jak budowane jest idealne, renesansowe miasto, które było inspiracją dla ufundowania prze niego Żółkwi.
Stanisław Żółkiewski osobiście wkroczył na Kreml, gdzie oczekiwała go duma bojarska, wraz z hetmanem do Moskwy wkroczyło 4 tysiące polskich żołnierzy.
Władysław IV, już jako dziecko mógł być władcą na Kremlu- bojarzy się zgadzali tylko jego ojciec Zygmunt III miał zbyt wygórowane ambicje, choć także lękał się o los małoletniego syna. Pamiętajmy jednakże, że Władysław Waza (król Polski od 1632 r.) aż do 1634 r. był „tytularnym” carem Rosji. Ważnym warunkiem przejęcia przez Polaków w pełni władzy na Kremlu było przejście Rosji na katolicyzm było szansą dla Moskali, a tak do dziś pozostają w kręgu zupełnie innej cywilizacji.
Po zakończeniu I wojny światowej Walerian Kronenberg, znany warszawski planista ogrodów zaprojektował park w Zamościu.
Na początku lat dwudziestych XX wieku zostały sprowadzone sadzonki z majątku Ordynacji Zamojskiej we Floriance k. Zwierzyńca, z Warszawy oraz innych miejsc położonych nie tylko w Polsce. Park powstał na terenach po-fortecznych z wykorzystaniem ziemnych elementów bastionu IV, nadszańca, słoniczoła czy rawelinu. Dawną fosę napełniono wodą z przepływającej obok parku rzeki Łabuńki. Na pięknym stawie w lecie i jesienią można popływać kajakiem a zimą pościągać się na łyżwach. Atrakcją parku – nie tylko dla dzieci – są także przejażdżki na gokartach, którymi można przemykać powśród ukwieconych alei. 
Park w Zamościu należy do najpiękniejszych w Polsce a nawet w Europie. Jesienne kolory dodają uroku alejkom, liściom czy kwiatom w rabatkach. To wyjątkowe miejsce do spacerów, zapraszam serdecznie na jesienne wycieczki z przewodnikiem po Zamościu – szczegóły https://przewodnikzamosc.pl/?page_id=746 
Trwa październik, za oknem piękna pogoda, świeci słońce i jest ciepło, a prognozy długoterminowe są bardzo optymistyczne, W Zwierzyńcu nad stawem różne kolory liści przyciągają nas na jesienne spacery czy rowerowe przejażdżki . Kościół św Jana Nepomucena odbija się w wodzie, gdzie niebo nie mniej niebieskie niż w rzeczywistości.
Zwierzyniec – Kościół na wodzie
Sezon turystyczny wciąż trwa i nie ma zamiaru się kończyć, serdecznie zapraszam na wycieczki każde Koło Gospodyń Wiejskich, Klub Seniora, w okolicach Święta Edukacji bardzo miło będą widziani nauczyciele i wszystkich innych pragnących poznać walory jesiennego Roztocza,
Stawy w Zwierzyńcu
Podczas wycieczki pojedziemy też do Krasnobrodu, miejsca Objawień Matki Bożej, zobaczymy kaplice na wodzie i posłuchamy starych opowieści o królowej Marysieńce, królu Janie …
Miejsce Objawień w Krasnobrodzie
Warto też wejść na wieżę widokową w Krasnobrodzie
Stałym punktem programu wycieczek jest zwiedzanie Zamościa z przewodnikiem. Idealne miasto renesansowe zostało założone przed hetmana Jana Zamoyskiego na mocy aktu lokacyjnego z dnia 12 czerwca 1580 roku. Na Rynku Wielkim poznamy historię pierwszych osadników , którzy zasiedlali Zamość, wznosili kamienice, rozwijali handel i rzemiosło. Warto wejść do zamojskiej katedry, posłuchać o trzecim w Rzeczpospolitej Uniwersytecie, czyli Akademii Zamojskiej, czy pospacerować alejkami parku na terenach po-fortecznych.
Serdecznie zapraszam na wycieczki, kontakt – telefon 509 33 89 39
Ostatnio z grupą Emerytów z okolic Rzeszowa odwiedziliśmy Ogród Zoologiczny w Zamościu. Piękna, jeszcze niemal letnia pogoda zachęcała do długich spacerów nie tylko po Starym Mieście ale także przyjrzeniu się życiu zwierząt . 
Ok trzech lat wielką atrakcją ZOO są sprowadzone z Niemiec trzy żyrafy, które bardzo lubią słońce i gdy tylko ono mocniej zaświeci zaraz pojawiają się na wybiegu. Te najwyższe na świecie zwierzęta, o bardzo długiej szyi potrafią bardzo szybko biegać i mają bardzo mocne kopyta, których boi się nawet lew (króla zwierząt też możemy podziwiać jak dostojnie kroczy w innej części ogrodu)
Podczas zwiedzanie Roztocza wypatrujemy czy może gdzieś w lesie kryje się ryś, gdyż pracownicy Roztoczańskiego Parku Narodowego zaobserwowali kilka sztuk tych dzikich kotów. Niestety na wolności nie udało się zobaczyć rysia, natomiast w ZOO prezentuje się przepięknie i wcale nie ucieka. 
Bardzo te przyciąga uwagę żuraw koroniasty, który w swoim ogródku może nawet fruwać, choć daleko nie odleci, gdyż gdzieś ponad ogrodzeniem znajduje się siatka 
Na dużym terenie zamojskiego ZOO możemy podziwiać też niedźwiedzie, tygrysa, pumy, wielbłądy, hipopotama, małpy i wiele innych interesujących zwierząt
W 2019 roku lubelskie na remonty, modernizację i budowę nowych dróg gminnych i powiatowych a także wojewódzkich otrzyma ok. 400 mln zł mówi wojewoda Lubelski Przemysław Czarnek liczy, że pieniędzy będzie ostatecznie jeszcze więcej. Dla porównania w rekordowym 2018 r. Lubelszczyzna na drogi lokalne z rządu otrzymała 98 mln zł.W ostatni weekend gościliśmy u Sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi w Łabuniach. Pałac przed trzema wiekami należał do VIII Ordynata Jana Jakuba Zamoyskiego, w późniejszym okresie do hrabiego Aleksandra Szeptyckiego ( imię otrzymał po dziadku Aleksandrze Fredrze) .
Letnia temperatura, lekki powiew wrześniowego wiatru , a przede wszystkim barwna opowieść siostry Marii zaprowadziły nas do ślicznego parku przy pałacu. Spacerowaliśmy wzdłuż alei lipowej, jesionowej słuchając o bohaterskiej postawie w czasie wojny Hrabiego Szeptyckiego o jego chorej córce a także o życiu Sióstr w klasztorze .
Podczas wycieczek odbywa się nie tylko zwiedzania Zamościa – przewodnik zaprowadzi i przedstawi wiele innych, urokliwych miejsc naszej Zielonej Krainy – Roztocze.
Są na Roztoczu jeszcze takie zaczarowane miejsca, gdzie przyroda niemal nie tknięta ręką człowieka. Tam szumi woda i szemrze las, można o całym świecie zapomnieć, o trudach dnia, o obowiązkach, o problemach. Chwila odpoczynku, wytchnienia, oczarowania, która da siłę i radość na przyszłość . Zapraszamy na zwiedzanie Roztocza – https://przewodnikzamosc.pl/?page_id=746
Na zdjęciu Czartowe Pole
Już niebawem dożynki, więc dziś opowiem o żniwach, dawniej o tej porze jeszcze „dziesiątki” stały na polach . Gospodarz już na początku lipca szedł w pole, aby zobaczyć jak dojrzewa zboże i jakie zapowiadają się plony, brał do ręki kilka kłosów i wyłuskiwał kilkanaście ziaren, pocierając je w rękach, zdmuchując plewy, następnie zliczał ilość ziarenek w kłosie , gryzł ziarno i sprawdzał czy jest odpowiednio twarde.
Za kilka dni znowu wychodził w pole, za jakiś okres znów powtarzał tą czynność aby wreszcie stwierdzić, gdzieś na początku sierpnia …już czas rozpocząć żniwa! a to święty czas.
Po wojnie, w latach sześćdziesiątych, a nawet w siedemdziesiątych koszono najczęściej kosą, rzadziej sierpem. Wcześniej było inaczej – uważano, że nie godzi się używać kosy do koszenia zboża, z którego wyrabiano chleb powszedni, dlatego w powszechnym uzyciu był sierp. Gospodarze przygotowywali się do żniw bardzo starannie: Młotkiem klepali kosy na żelaznych tzw. „babkach”, wbitych w drewniany pniak. Dobijano także klinki przy kosisku. Odgłos klepanych kos rozchodził się po całej wsi.
Później przychodził czas na przypięcie pałąka, dzięki któremu o wiele łatwiej postępowało koszenie, a zboże leciało na jedną stronę. Rano, najlepiej w sobotę ( dzień Matki Bożej) cała rodzina ( bardzo często z sąsiadami) wyruszała na żniwa, w domu zostawali jedynie chorzy, dziadkowie, babcie, a także ( niekiedy) małe dzieci. Jednakże trzeba powiedzieć, że dzieci i niemowlaki również nie rzadko żniwiarze zabierali ze sobą. Starsze bawiły się na miedzach lub przy pracujących żniwiarzach a najmłodsze leżały w kołyskach z rozciągniętą nad nieckami (kołyską) płachtą aby je zabezpieczyć od słońca. Piecze nad nimi sprawowali Ci członkowie rodziny, którzy akurat odpoczywali.
Kosiarz osełką, zamoczoną w wodzie, ostrzył bardzo często tępiącą się kosę. Za kosiarzem szły kobiety, które odbierały zboże z pakosa. Powrósła robiły dzieci, gdyż tej sztuki można było się szybko nauczyć i była to stosunkowo lekka praca. Jednakże snopy wiązały tylko starsze lub tą część pracy wykonywali dorośli. Żniwiarze niecierpliwie czekali do południa, co chwilę patrzyło się na słońce, czy już jest wysoko. Południe to był czas odpoczynku od ciężkiej pracy. Wszyscy zasiadali w cieniu pod drzewem albo ustawionym dziesiątkiem zboża i jedli to co rano zostało przyniesione z chałupy. Jeśli była to większa grupa żniwiarzy to jedna z kobiet przygotowywała w domu zupę: żur czy krupnik, był także świeży chleb, masło, czy maślanka. Zdarzało się, że zabierano także krowy, które pasły się na pobliskim pastwisku lub po prostu na miedzach , dzięki temu żniwiarze pili mleko „prosto od krowy”. Po wielkim trudzie jadło się ze smakiem i uśmiechem na ustach. Następnie chwila przerwy, gdzie kto mógł tam kładł się lub siadał, żeby nieco odpocząć i nabrać sił przed zbliżającą się popołudniową pracą.